Zdolność odraczania gratyfikacji- umiejętność na wagę złota w dzisiejszych czasach
Dziecko jest najważniejszym owocem naszego życia, ale nie jego sensem. Tak postawiona optyka patrzenia porządkuje wiele spraw, upraszcza wychowanie. Ja jako matka i ojciec mam największe prawo do swojego dziecka ze wszystkich innych ludzi na ziemi. Szczególnie ważne w kontekście dzisiejszych prób odbierania rodzicom praw decydowania o fundamentalnych sprawach dotyczących ich dziecka, praw do wychowania zgodnie z własnym system wartości. A jednak to dziecko nie należy do nas. Nie jesteśmy „kreatorami życia, ale zostaliśmy powołani do jego przekazywania”. Dopiero w tak rozumianym kontekście rysuje się przed nami wielkie zadanie do wykonania. Nie rodzimy dziecka dla siebie, dla zaspokojenia swoich niezaspokojonych pragnień, realizacji swoich niespełnionych marzeń, poczucia bycia kochanym, ale dla Boga i wieczności. Uświadomiona prawda na poziomie nie intelektu, ale serca, przyjęta, może z trudem ale zaakceptowana, może nam pomóc w odpowiedzi na codzienne wyzwania wychowawcze jakie przed nami stoją.
Większość z nas zdaje sobie sprawę, że zaspokajanie wszystkich zachcianek dziecka nie służy jego prawidłowemu rozwojowi. Zapewne deklaratywnie tak jest. A jednak często da się słyszeć głosy wśród wierzących, praktykujących katolików: „ chcę żeby mojemu dziecku nic nie brakło” „chcemy, żeby nasza dwójka dzieci miała zapewniony dobry start w życiu, i gdyby tylko nam się poprawiła sytuacja finansowa zdecydowalibyśmy jeszcze się na jedno dziecko. Ale dlaczego te dzieci co są na świecie, mają mieć mniej i ponosić koszty naszej decyzji o kolejnym dziecku.” Jedna z mam podejmując refleksję powiedziała: „a właściwie jeśli ja mogę sobie pozwolić,(sytuacja finsnsowa) to dlaczego mam odmawiać to mojemu dziecku, które przecież kocham”. Właśnie dlatego, że kochasz, powinnaś droga mamo, drogi tato nie dawać wszystkiego dziecko czego on sam chce. Dlaczego? Najprostsza odpowiedź. Nadmiar psuje. Bardzo często współczesny świat próbuje wdrukować nam przekonanie, że każdy deficyt powinniśmy odbierać jako zagrożenie dla naszego dobrostanu, szczęścia. A czy człowiek wiary nie powinien mieć inną optykę patrzenia? Pan Jezus przecież rewolucjonizuje myślenie – gdzie jest bieda, tam więcej Jego łaski; gdzie jest słabość, tam może się pełniej objawić Jego moc; ułomność traktowana może być jako talent. A wszystko to jest wbrew logice tego świata. Bóg nie żąda od nas zapewniania idealnych, hermetycznych, warunków swoim dzieciom, ale pragnie ich zbawienia. Droga wiary jest zawsze pewną niewiadomą. Spełnione, szczęśliwe życie, obfitujące w wielkie owoce i dzieła, często jest życiem pod prąd, gdzie wysiłek jest nieodłącznym towarzyszem, a niedostatek chlebem powszednim.
Kontynuując dlaczego jeszcze naszym dzieciom nie należy zaspakajać każdej zachcianki? Bo w wychowaniu należy mieć myślenie długodystansowe. Najpierw należy samemu rozważyć ,czy mojemu dziecko rzeczywiście jest to potrzebne, czy kolejna piłka tylko dlatego, że jest z Psim Patrolem jest mu naprawdę niezbędna? Oczywiście dziecko będzie twierdziło, że to jest jego potrzeba, ale to po stronie dorosłych leży dokonanie rozróżnienia. Czasami różnica jest subtelna. Albo czy, przez to, że kupujemy coś jednemu dziecku to co się popsuło i co jest niezbędne, czy naprawdę musimy przeczesywać cały sklep w poszukiwaniach co można by kupić rodzeństwu? I jakże często, ostatecznie, w akcie desperacji kupujemy rzeczy zupełnie niepotrzebne. ( w imię źle pojętej sprawiedliwości) Czy jeśli dziecko pragnie chodzić na kolejne zajęcia pozalekcyjne, tylko dlatego, że uczestniczy w nich jego kolega, a nigdy wcześniej nie zaobserwowaliśmy u niego żadnego przejawu zainteresowania tym zagadnieniem, to czy odmawiając dziecku naprawdę jesteśmy złymi rodzicami? Czego się boimy?
Bądźmy szczerzy, obawiamy się trudnych emocji naszego dziecka. Płacz, smutek bardzo często może przekształcić się w złość, od której u dziecka niedaleko do agresji . Nie lubimy patrzeć jak nasze dziecko cierpi, jest mu przykro. Ono wtedy autentycznie doświadcza krzywdy, cierpi. I to należy rozumieć, akceptować, ale w żaden sposób nie powinno to przesądzać o naszej podjętej decyzji. Wykorzystajmy tą okazję do tego żeby towarzyszyć naszemu dziecku w tych trudnych emocjach, nazywać je, uczyć konstruktywnych zachowań, być przy nim. Stanowi to piękny fundament pod przyszłe dorosłe życie. Wyposażamy wtedy dziecko w kompetencje, które pomogą mu lepiej sobie radzić w dorosłym życiu z wszelkimi frustracjami, które przecież są nieodłącznym elementem pełnoletniego życia.
Dla dzisiejszego świata wygodni są dorośli ludzie spełniający swoje zachcianki mniejsze czy większe bezrefleksyjnie, wręcz impulsywnie. Stanowią idealny materiał do zarabiania pieniędzy. Musimy więc zdać sobie sprawę z tego, że taki styl wychowania będzie dziś wysoce propagowany. Zgadzanie się na wszystko ze strony rodziców przynosi dalekosiężne konsekwencje dla dziecka. Taki człowiek z dużą dozą prawdopodobieństwa staje się głęboko nieszczęśliwy, ze skłonnością do obarczania wszystkich winną. Dominująca postawa roszczeniowości, skoro do tej pory mu się należało to w imię czego miałby teraz z tego rezygnować. Cierpienie jednak będą nieuniknione, ale będą one zdecydowanie dotkliwiej odbierane, przez to, że nie dano wcześniejszej szansy na ćwiczenia radzenia sobie z frustracjami. Czy w ostatecznym rozrachunku nam rodzicom właśnie nie o to chodzi, żeby nasze dziecko wyposażyć w takie umiejętności żeby było szczęśliwe, spełnione w każdym położeniu, nawet w obliczu trudnych okoliczności zewnętrznych?
Co może wobec tego pomóc dziecku: zdolność do odraczania gratyfikacji, wewnętrzna samodyscyplina, postawa samokontroli, wstrzemięźliwości czy szerzej, niemodna dziś asceza. Najzupełniej naturalne są u dziecka pragnienia, które mają być według jego woli realizowane natychmiastowo. Tymczasem w dojrzałym życiu jest konieczna zdolność do panowania nad swoimi zachciankami. Z tym nierozłącznie wiąże się poczucie wolności, czyli to nie nade mną panują zachcianki, ale ja mam władze nam nimi. To nie ja jestem posiadany, ale ja stawiam granice samemu sobie.
Głośny eksperyment z lat 60 przeprowadzony przez profesora Waltera Mischela powszechnie znany jako test Marshmallow, udowadnia, że dzieci, które potrafiły odraczać gratyfikację( odmawiając sobie zjedzenia słodkiej pianki natychmiastowo) osiągały w późniejszym czasie osiągały większe sukcesy w edukacji, miały lepsze kontakty z innymi, cieszyły się większą odpornością na stres, a nawet lepszym zdrowiem.
Jak wobec tego w praktyce życia rodzinnego wychowywać człowieka, który ma kontrolę nad sobą? W dzisiejszych czasach konsumpcjonizmu, hedonizmu, tzw. kultury instant-czyli natychmiastowości, permanentnego stresu a później odreagowywania, niekończenie zawsze w sposób konstruktywny, stanowi to potężne wyzwanie, ale i odpowiedzialność by wyposażyć dziecko w takie kompetencje, które pozwolą mu być szczęśliwym w każdych warunkach. Koniecznym jest bycie wolnym. Jak wyposażyć w siłę, i odporność psychiczną by potrafiło odmawiać samemu sobie (umiejętność na wagę złota w okresie nastoletnim w grupie rówieśniczej). Z pewnością nie ma na to prostej i jednoznacznej odpowiedzi. Jest to pewien proces na który składa się codzienność, pewien klimat domu. Ale czasami najprostsze rzeczy, tylko konsekwentnie realizowane najwięcej oddziałują na rzeczywistość.
Kiedy możemy wykształcić cierpliwość u dziecka? Wyłącznie w sytuacjach które tej cierpliwości wymagają.
Czymś zupełnie naturalnym jest, że małe dziecko chce już, natychmiast i tego od nas żąda. Któż z nas nie popełnił tego grzechu z cyklu: „dla świętego spokoju, dam to co chce.” Jeśli zdarza się to wybiórczo nie przyniesie negatywnych konsekwencji, gorzej kiedy rodzice w imię źle pojętego dobra dziecka zatracili się zupełnie zapominając bardzo często, że oni też są ludźmi i mają swoje potrzeby. Autentyczny przykład: dziecko nie chce napić się z kubka, mimo iż taką umiejętność zdobył dwa lata temu, żąda butelki. Rodzice przerywają jedzenie, odchodzą od stołu przeczesując cały dom poszukując butelki, a nawet poważnie zastanawiając się nad wyjazdem do sklepu po butelkę w przypadku nieznalezienia. Wydaje im się to jak najbardziej naturalne, bo przecież ich dziecko musi pić. Jakby od tego zależało jego życie. Jakkolwiek sytuacja nie wydawałaby się absurdalna, byli to normalni rodzice, którzy chcieli wychować swoje dziecko dobrze. Tylko czasami nie widzi się racjonalnie sytuacji, przez jakieś zafiksowania, pomylenie autentycznych potrzeb, konieczności od zachcianek. Zastanówmy się wobec tego jaki komunikat byłby dla tego dziecka rozwijający, ćwiczący cierpliwość. „Teraz jemy kolację, jeśli bardzo chcę Ci się pić możesz napić się z kubka, jeśli tego nie lubisz, poszukamy wspólnie butelki jak zjemy”. Dajemy wtedy dziecku szanse ćwiczenia cierpliwości. A że będzie płacz…konieczność rzeczy wyższych. 🙂 Kolejny przykład z którym myślę, więcej osób może się identyfikować:
Szykujemy obiad, mamy brudne ręce, dziecko przybiega podekscytowane: „ mamo chodź zobaczyć co zbudowałem z klocków lego!” I tu pojawia się zagwozdka, bo wiemy przecież, mamy poczucie ze powinniśmy wykorzystać okazje do budowania poczucia wartości dziecka, więc? Zostawiamy wszystko i biegniemy. Tymczasem można było spróbować pogodzić nasze potrzeby dokończenia czynności w taki sposób jednocześnie, żeby dziecko czuło się zauważone a nie odtrącone, a jednocześnie miało okazje ćwiczyć cierpliwość. „Słyszę że to dla ciebie ważne, żebym zobaczyła, i zrobię to z ogromną przyjemnością, jak skończę obierać warzywa”. Można kontynuować dopytywanie czy nazywanie emocji. „ Widzę, że jesteś dumny z siebie” .
- Najpierw obowiązki, później przyjemności. Zasada, która pozwala uporządkować pewien rytm funkcjonowania, obowiązkowości. Mając w głowie przyjemność, której doświadczy się po trudach, łatwiej jest wyzwolić motywacje. Oczywistym jest, że najpierw sprzątamy, a później jest bajka, najpierw gotujemy a później jemy😊
- Dla ludzi wierzących czas Wielkiego Postu, Adwentu jest wspaniałą okazją do ćwiczenia swojej silnej woli, samowychowania. Możemy rodzinnie rezygnować z czegoś przyjemnego, na przykład z poobiedniego ciasta ofiarując ten trud w jakieś intencji.
- Siadanie do posiłków wspólnie, oczekiwanie na wszystkich domowników(zwłaszcza mamę krzątającą się w kuchni). Z pewnością pomaga w tym tradycja rozpoczynania modlitwą posiłków.
- Powierzamy odpowiedzialność dziecku adekwatną do jego możliwości, obdarzając go wiarą, że sobie poradzi. Na przykład pozwalając dziecku podzielić cukierki między rodzeństwo- dając przekaz, że ufamy, że zrobi to sprawiedliwie. Stwarzamy wtedy okazje do ćwiczenia silnej woli.
- Pomocą może być również założenie skarbonki i odkładanie otrzymanych pieniędzy z uroczystości czy dodatkowo zarobionych na jakiś wymarzony cel. Przy okazji uświadomienie, że już sama droga do spełnienia marzenia może być radością.
Podsumowując, w kontekście dzisiejszych czasów szczególnie ważne wydaje się kształtowanie u dzieci ascezy, samowychowania. Ale ponownie jak mantra wraca do nas nasza autentyczność, swój przykład życia. Kiedy dzieci obserwują nasze codzienne zmagania w pracy nad sobą, naszą walkę, konkretny trud, a później i owoce, najwięcej wówczas czerpią. Potrzebują szczególnie współcześnie przewodników w tym obszarze życia. Formując się w Domowym Kościele, mamy piękne narzędzie pomagające nam w pracy nad sobą, a mianowicie reguła życia. Nasza indywidualna i małżeńska walka o wolność, może być wzorem dla naszych dzieci.
Rekapitulując, a jednocześnie odpowiadając na pytanie w tytule artykułu, możemy powiedzieć, że odmawiając swojemu dziecku zawsze doświadczy subiektywnie odbieranej krzywdy . czyms innym jednak będzie konieczności czy odmawiając robię krzywdę swojemu dziecku. Tak, dziecko tak tego będzie doświadczać, ale ono widzi tu i teraz, ma pragnienie, nie zostaje zaspokojenie, wyraża w taki sposób jak potrafi, nie zna dojrzalszych sposobów , czy nie pojmuje szerokiego kontekstu uzasadnień, skądinąd z pewnością słusznych. To co na początku wydaje się krzywdą, w perspektywie czasu przeniesie piękne owoce życia dojrzałego człowieka, ulegając swojemu dziecku dostaje chwile podkreślam chwilowe zaspokojenie, które nie jest równoznaczne z szczęściem. , a w dalszej perspektywie stwarzamy ogromne trudności z jakimi będzie musiał się borykać dorastający człowiek.
Inspiracja do wykonania zadania ze współmałżonkiem
Zastanówcie się jakie okazje życia codziennego mogę wykorzystywać do kształtowania samokontroli i postawy wstrzemięźliwości u naszych dzieci?
Agnieszka Jeż – Kiełbik
